Zawodnikiem Wisły już nie jestem, ale zawsze będę jej kibicem

Zawodnikiem Wisły już nie jestem, ale zawsze będę jej kibicem

Przemysław Lech opowiada o wpływie narodzin synka na jego
formę, okolicznościach kiedy dowiedział się, że został zaproszony
na trening pierwszej drużyny Wisły, jakie słowa wypowiedział do
niego Franciszek Smuda przed debiutem w Ekstraklasie,
marzeniach i celach na przyszłość. Zapraszamy.

K.C-.Zacznijmy od gratulacji, niedawno miałeś okazję obchodzić pierwsze urodziny synka. Jak
pojawienie się Mikołaja wpłynęło na Twoją formę piłkarską?

P.L- Dziękuję bardzo za gratulacje. Bardzo mi miło z tego powodu. Obecność Mikołaja wpływa
zdecydowanie pozytywnie na moje życie, ponieważ mam nową motywację sportową, ale i życiową. Jeśli
chodzi o funkcjonowanie, wiadomo człowiek jest troszkę niewyspany, ale udaje mi się pogodzić
obowiązki. Dużo pomaga mi żona, dzięki niej mam czas na regenerację.

K.C-Czy pandemia wpływa na Twoją formę piłkarską oraz psychiczną?

P.L- To jest trudny czas dla wszystkich. Zawodnikowi to nie przeszkadza, trenujemy normalnie, mecze odbywają się tak jak wcześniej mimo,że bardzo brakuje nam kibiców na trybunach. Jednak w codziennym funkcjonowaniu na pewno nie jest łatwo, wszyscy straciliśmy swobodę w swoim życiu.

K.C-Wróćmy do Twoich występów w Wiśle Kraków. Jaka pierwsza myśl przychodzi Ci do głowy kiedy wspominasz ten okres w swoim życiu?

P.L-Pierwsza myśli kiedy myślę o swoim czasie, gdy byłem w Wiśle…? Zdecydowanie, że było to spełnienie moich dziecięcych marzeń. Od małego dziecka byłem “chory” na punkcie Wisły. Kiedy tata zaprowadził mnie na pierwszy trening byłem wniebowzięty i zostałem w Wiśle na dłużej.

K.C-.W koszulce ,,Białej Gwiazdy” zdobyłeś jeden z największych sukcesów w Twojej dotychczasowej karierze. Jak wspominasz triumf w rozgrywkach Centralnej Ligi Juniorów?

P.L- Rzeczywiście był to największy sukces w mojej przygodzie z piłką. Na pewno dodatkowym smaczkiem był derbowy dwumecz i jego rozstrzygnięcie. Wynik 12:1 nie jest przypadkowy. Myślę, że do dzisiaj wszyscy pamiętają tamtą rywalizację. Czas pokazał, że nie wszystko poszło zgodnie z oczekiwaniami, ale trzeba się skupić na tym co tu i teraz.

K.C-Jaką radę możesz dać młodszym kolegą z Wisły, którzy obecnie są na pierwszym miejscu w tabeli Centralnej Ligi Juniorów?

P.L-Żeby nie osiedli na laurach. Kibicuję im mocno, aby powtórzyli nasz sukces, ale powtarzam raz jeszcze, że to dopiero początek ich kariery. Wiadomo talent to 20-30%, ale ciężka praca to podstawa. Dzięki niej naprawdę można osiągnąć duży sukces.

K.C-.Jednak w Wiśle dobrą grą imponowałeś nie tylko w zespołach juniorskich, ale także w zespole rezerw, którego byłeś kapitanem. Regularna gra na poziomie seniorskim była ważnym elementem w Twoim rozwoju?

P.L- Zdecydowanie. Gra na poziomie trzeciej ligi dla młodego chłopaka jest ogromnym przeskokiem. Przeważa tam dużo gry siłowej, na pewno dzięki temu można się wiele nauczyć. Pozwala to młodym zawodnikom nabrać odpowiedniego przygotowania fizycznego oraz zdobyć cenne doświadczenie.

K.C-Pamiętasz swój pierwszy trening z pierwszą drużyną Wisły?

P.L- Tak, pamiętam siedziałem bodajże w szkole na lekcji matematyki. Zadzwonił wtedy do mnie do mnie trener Regulski, który jeśli się nie mylę był asystentem trenera Smudy. Powiedziałem pani nauczycielce, że wychodzę, ponieważ dostałem taką szansę. Szybko wsiadłem w autobus i pojechałem na trening. Na zajęciach była wtedy gierka, wraz ze mną było kilku innych młodych chłopaków, ale na dłużej z pierwszym zespołem zostało tylko dwóch zawodników- w tym ja.

K.C-12.09.2014 Pamiętasz tę datę?

P.L- Samej daty nie kojarzę, ale podejrzewam do czego zmierzasz. Mój debiut w Ekstraklasie przeciwko Zawiszy Bydgoszcz.

K.C-Dokładnie tak, jakie emocje towarzyszyły Ci kiedy pojawiłeś się na placu gry?

P.L-Byłem w kompletnym szoku, ponieważ kiedy co mecz się rozgrzewałem i byłem gotowy do wejścia, nie dostawałem szansy. W tym meczu nie byłem wysłany, aby się rozgrzewać, siedziałem na ławce i oglądałem spotkanie. Nagle trener Smuda odwrócił się do ławki i powiedział: “Co ty tu Lechu robisz? Idź się grzać, zaraz wchodzisz”. Wtedy endorfiny u mnie wybuchły, radość była tak duża, że mogłem biegać i biegać na rozgrzewce. Wszedłem w 89 minucie, sam ten fakt mi wystarczał. Potem liczyłem na więcej, ale skończyło się tak jak się skończyło.

K.C-Kolejny występ w pierwszym zespole to wyjazdowy mecz przeciwko Lechowi Poznań w pucharze Polski. Był to dla Ciebie debiut w pierwszym składzie “jedynki” Wisły. Można zażartować, że rywal idealny na Twój debiut. Jakie emocje towarzyszyły Ci podczas tego spotkania?

P.L- Emocje były niesamowite, około dwunastu tysięcy kibiców cały czas krzyczało moje nazwisko. Byłem w siódmym niebie. (Śmiech)

Mówiąc już poważnie trener Smuda postanowił dać szansę młodym chłopakom i zawodnikom, którzy mniej grali. Wyszliśmy w dość eksperymentalnym składzie, wiadomo Lech był lepszą drużyną od nas. Każdy z nas dawał z siebie 100%, ale nie wystarczyło to na przejście do kolejnej rundy. Uważam, że zaprezentowałem się obiecująco w tym spotkaniu.

K.C-Niestety dla Ciebie liczba występów w pierwszej drużynie Wisły zatrzymała się na jednym meczu w ekstraklasie oraz pucharze Polski. Dlaczego?

P.L-Myślę, że na to pytanie nie do końca mogę odpowiedzieć. Czułem się momentami dobrze i wiem, że moja forma również wyglądała dobrze z perspektywy innych. Rozmawiałem ze starszymi zawodnikami, którzy chwalili mnie za moją grę.

Uważam, że zasługiwałem na dostanie większej szansy. Możliwe, że mógłbym jej nie wykorzystać. Wtedy pretensje miałbym tylko do siebie. Cóż może z perspektywy szkoleniowca wyglądało to inaczej, nie oceniam i na pewno nie mam żalu. Tak musiało widocznie być.

K.C-Jak oceniasz swoją współpracę z trenerami Smudą, Musiałem oraz Marcem?

P.L-Każdy z nich nauczył mnie czegoś innego. Z trenerem Marcem zdobywaliśmy mistrzostwo Polski, bardzo dużo mu zawdzięczam. Trener Musiał prowadził mnie w rezerwach, a trener Smuda był w pierwszej drużynie. Wszystkim im jestem wdzięczny za okres wspólnej pracy. Może uda mi się jeszcze spotkać na swojej drodze któregoś z nich, kto wie?

K.C .Który z zawodników ówczesnej Wisły zrobił na Tobie największe wrażenie?

P.L- Pod względami technicznymi zdecydowanie wyróżniał się Semir Stilić, ale to była drużyna, która składała się z wielu bardzo dobrych zawodników. Na pewno Arek Głowacki robił niesamowite wrażenie jeśli chodzi o siłę i charyzmę. Paweł Brożek imponował fantastycznym wykończeniem, ale warto też wspomnieć o takich graczach jak Łukasz Garguła czy Darek Dudka. Rafał Boguski imponował mi swoją ciężką pracą i sumiennością przy wykonywaniu swoich obowiązków. Wspomnę też o Emanuelu Sarkim oraz Donaldzie Wildzie- Geurrierze, byli bardzo przebojowi i robili ogromny “wiatr” na skrzydłach.

K.C- Utrzymujesz regularny kontakt z którymś z kolegów z czasów gry dla Wisełki?

P.L- Oczywiście! Mamy zgraną ekipę, spotykamy się zawsze kiedy mamy możliwość. Przeważnie jest to grudzień i czerwiec podczas przerwy w rozgrywkach. Jesteśmy zgraną paczką: Piotrek Żemło, Michał Bierzało, Remik Szywacz, Tomek Zając, Mateusz Zając oraz Dominik Kościelniak. Także naprawdę mamy dobry kontakt i myślę, że nasza przyjaźń zostanie do końca życia.

K.C- Czego żałujesz z czasów gry dla Wisły?

P.L- Jedyne czego żałuję to tego, że moja przygoda z Wisłą skończyła się tak jak się skończyła. Bardzo długo to przeżywałem, zresztą do dzisiaj jak rozmawiam z kimś o tym to cisną mi się łzy do oczu. Trudno, nie ma co rozpamiętywać, mogłem dać więcej od siebie w klubie mogło być troszeczkę inaczej. Trzeba żyć dalej, nie ma co rozpamiętywać.

K.C-Śledzisz na bieżąco informacje na temat drużyny ,,Białej Gwiazdy”?

P.L- Tak, oczywiście cały czas kibicuję Wiśle. Moja przygoda zawodnika skończyła się, ale kibicem Wisły jestem zawsze. Nie mogę się doczekać najbliższych derbów, mam nadzieję, że będzie to piękny wieczór dla nas- kibiców Wisły.

K.C-Po odejściu z Wisły, przez trzy sezony regularnie występowałeś w Stali Mielec. Gdzie udało Ci się nawet wywalczyć awans do pierwszej ligi. Dziś Stal występuje w Ekstraklasie, a ty ponownie grasz na trzecim poziomie rozgrywkowym. Gdzie widzisz przyczynę takiego rozwoju swojej kariery?

P.L-Na szybko ciężko powiedzieć dlaczego tak się potoczyła moja kariera. Kilka moich błędów, parę złych decyzji i kontuzje w kluczowych momentach troszeczkę przystopowały mój rozwój. Oczywiście miałem cięższy okres w życiu, ale już z wiekiem jestem bogatszy o cenne doświadczenie wiem co, kiedy i jak robić. Myślę, że to przynosi pozytywne efekty.

K.C-Miałeś okazję występować w sezonie 2018/2019 na stadionie imienia Henryka Reymonta w Krakowia. Co prawda w barwach Garbarnii, a nie Wisły. Jak wspominasz pierwszoligową przygodę w drużynie ,,Brązowych”?

P.L- Za czasów gry w Garbarni poznałem wielu ciekawych i wspaniałych ludzi.

Jednak sportowo nie było tak-jak się spodziewaliśmy. Klub miał swoje problemy organizacyjne, ale od siebie na boisku wymagaliśmy zaangażowania i rzetelnej pracy. Jeśli chodzi o wyniki to nie były one satysfakcjonujące, ale żadnemu zawodnikowi z tamtej drużyny nie można odmówić walki i zaangażowania.

Nie ukrywam, że miałem wtedy przygotowania do ślubu. Kiedy zadzwonił trener

Hajda- ucieszyłem się. Nie dość, że klub pierwszoligowy jest mną zainteresowany to jeszcze będę w Krakowie i będę mógł pomagać swojej ówczesnej narzeczonej w przygotowaniach do ślubu. Sprawy rodzinne miały duży wpływ na moją decyzję o dołączeniu do ,,Brązowych”.

K.C- Kibice mogą liczyć, że zagrasz jeszcze przy R22 z białą gwiazdą na piersi?

P.L- Pytanie czy kibice tego chcą. (Śmiech) Co tu dużo mówić byłoby to spełnienie moich marzeń. Codziennie ciężko pracuję, aby być coraz lepszym, zobaczymy co czas przyniesie.

K.C-.Bytow to miejsce, z którym wiążesz swoją przyszłość?

P.L- Jestem w Bytovii prawie dwa lata. Zobaczymy co wydarzy się w przyszłości, ale raczej okres mojej gry dla Bytovii zakończy się po tym sezonie. Jednak wszystko tak naprawdę okaże się w najbliższych tygodniach.

K.C- .W tym sezonie zajmujecie dopiero 14-stą pozycję w lidze. Uważacie to za rozczarowujący wynik?

P.L-Jest to wynik poniżej naszych oczekiwań. W tamtym sezonie udało nam się zakwalifikować do baraży pomimo, że byliśmy drużyną z najmniejszym budżetem w lidze.

Jednak ten sezon jest nowy, drużyna też przeszła duże zmiany kadrowe. W ostatnich tygodniach brakowało nam koncentracji przez co straciliśmy dużo cennych punktów. Wierzymy, że końcówka ligi będzie dla nas udana.

K.C-.Jesteś podstawowym zawodnikiem Bytovii, ale nie udało Ci się zdobyć premierowej bramki w obecnych rozgrywkach. Możemy się spodziewać, że zmieni się to w najbliższych meczach?

P.L- Moje predyspozycje i pozycja na boisku to nie jest typowy “lis” pola karnego. Jestem zawodnikiem od “brudnej” roboty i rozgrywania piłki w środku pola. Udało mi się zaliczyć kilka asyst, bramki jeszcze nie zdobyłem, ale wszystko przede mną.

K.C-Jakie cele stawiasz sobie na końcówkę obecnego sezonu?

P.L- Celem drużynowym jest utrzymanie w lidze. Jeśli chodzi o moje cele indywidualne to utrzymanie dobrej dyspozycji i codzienne podnoszenie swoich umiejętności.

K.C- Jakie jest Twoje największe marzenie?

P.L- Przede wszystkim to, żebym mógł każdego dnia uszczęśliwiać swojego synka Mikołajka oraz żonę Kingę. Może również powiększyć rodzinę o jednego lub jedną Lecha więcej.(Uśmiech)

Piłkarsko marzę o tym, abym mógł każdego dnia się rozwijać i stawać się lepszym zawodnikiem.

K.C- Czego mogą życzyć Przemysławowi Lechowi kibice Wisły, ale i inni piłkarscy fani w Polsce?

P.L-Zdrowia! Myślę, że to jest najważniejsze, a na resztę ciężko sam pracuję. Zdrowie i szczęście są w życiu niezbędne. Ja natomiast życzę Tobie, sobie i wszystkim fanom Wisły Kraków, aby późny sobotni wieczór był dla nas pełen radości. Mam nadzieję, że wszyscy będziemy mogli krzyknąć “Każdy to powie Wisełka rządzi w Krakowie”

K.C- Życzymy Ci w takim razie dużo zdrowia i szczęścia, a dodatkowo zdartego gardła po fetujących zwycięstwo w derbach Krakowa wiślackich okrzykach.

P.L- Dziękuję bardzo, pozdrawiam wszystkich kibiców.

K.C- Dziękuję również.

Rozmawiał Kamil Ciesielski. Redakcja Wielka Wisła.

5 4 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments